[PIŁKA NOŻNA] PKO BP Ekstraklasa – Radomiak Radom – Widzew Łódź 2:1. Gospodarze wyrywają zwycięstwo w dramatycznej końcówce

[PIŁKA NOŻNA] PKO BP Ekstraklasa – Radomiak Radom – Widzew Łódź 2:1. Gospodarze wyrywają zwycięstwo w dramatycznej końcówce

Radomiak Radom wygrał z Widzewem Łódź 2:1 w 29. kolejce PKO BP Ekstraklasy i zrobił to w stylu, który na długo zostanie w pamięci kibiców przy Braci Czachorów. Do przerwy było 0:0, po godzinie gry goście wyszli na prowadzenie po nieszczęśliwym trafieniu Christosa Donisa do własnej bramki, ale końcówka należała już do gospodarzy. Najpierw wyrównał Roberto Alves, a w doliczonym czasie gry decydujący cios zadał Luquinhas.

Mecz w Radomiu miał twardy, momentami szarpany przebieg. Obie drużyny wiedziały, o co grają, bo przed tym spotkaniem Radomiak zajmował 11. miejsce z 37 punktami, a Widzew był 17. i miał ich 33. Widać było, że stawka siedzi w nogach, bo zamiast płynnych akcji częściej oglądaliśmy walkę o każdy metr boiska i nerwowe reakcje po obu stronach.

Długo bez goli, ale z rosnącym napięciem

Pierwsza połowa nie przyniosła bramek, choć nie brakowało sygnałów, że mecz może się jeszcze rozkręcić. Radomiak częściej utrzymywał się przy piłce, miał 51 procent posiadania i wypracował sobie przewagę także w liczbie stałych fragmentów. Gospodarze oddali pięć celnych strzałów, Widzew odpowiedział dwoma, ale przez długi czas obie defensywy trzymały fason.

Emocje rosły z każdą minutą, a sędzia Jarosław Przybył miał pełne ręce roboty. Kartki zaczęły pojawiać się już w pierwszej części gry, a później napięcie tylko rosło. W takim meczu jeden błąd mógł przechylić szalę, i właśnie tak się stało po niespełna godzinie gry.

W 59. minucie piłka po zamieszaniu w polu karnym wpadła do siatki po niefortunnej interwencji Christosa Donisa. Widzew prowadził 1:0 i wydawało się, że będzie mógł kontrolować końcówkę. Goście nie zamknęli jednak spotkania, a to w Radomiu okazało się bardzo kosztowne.

Końcówka, która postawiła stadion na nogi

Radomiak odpowiedział z impetem. Bruno Baltazar sięgał po zmiany, szukając świeżości w ataku, i właśnie one pomogły podkręcić tempo. Najpierw na boisku pojawili się nowi zawodnicy w ofensywie, a gospodarze zaczęli częściej dochodzić do strzałów i rzutów rożnych. W statystykach widać było, że presja rośnie: 6:2 w kornerach na korzyść Radomiaka mówiło samo za siebie.

W 83. minucie padło wyrównanie. Roberto Alves dopadł do piłki i dał gospodarzom nadzieję na pełny zwrot akcji. Stadion im. Braci Czachorów ożył, a końcówka zrobiła się dokładnie taka, jakiej kibice lubią najbardziej, choć trenerzy pewnie woleliby trochę mniej nerwów.

Widzew mógł jeszcze próbować uspokoić grę, ale to Radomiak miał więcej energii i wiary. W doliczonym czasie gry Luquinhas rozstrzygnął wszystko na korzyść gospodarzy, a ten gol sprawił, że w Radomiu wybuchła prawdziwa radość. To było zwycięstwo wyszarpane, wysiedzione do ostatniej sekundy i pewnie tym bardziej smakujące, że przyszło po tak ciężkim meczu.

Po spotkaniu trudno było nie mówić o jego dramatycznym przebiegu. Trener Widzewa Aleksandar Vuković nie ukrywał, że końcówka była dla jego zespołu bolesna, bo mecz wymknął się z rąk wtedy, gdy wydawało się, że goście mają go pod kontrolą. Z kolei dla Radomiaka to wygrana o dużym znaczeniu nie tylko sportowym, ale też mentalnym. W tabeli każdy punkt waży coraz więcej, a taki triumf może dać drużynie z Radomia bardzo cenny oddech przed kolejnymi meczami.

Już za tydzień Radomiak zagra na wyjeździe z Wisłą Płock , a potem wróci u siebie na spotkanie z Lechią Gdańsk. Po takim finiszu kibice z Radomia mogą jednak na chwilę nacieszyć się tym, co wydarzyło się w sobotnie popołudnie przy Braci Czachorów.

Radomiak RadomStatystykaWidzew Łódź
2Gole1
51%Posiadanie49%
5Strzały celne2
8Strzały niecelne4
20Strzały łącznie7
7Strzały zablokowane1
14Strzały w polu karnym3
6Strzały spoza pola4
6Rzuty rożne2
12Faule15
2Spalone0
4Żółte kartki2
2Interwencje bramkarza3
335Liczba podań337
261Podania celne236
78%Skuteczność podań70%